MENU

DOFINANSOWANO ZE ŚRODKÓW

Olek Dudiak: „Tribute to Alexander McQueen” – akwarele Anny...

Opublikowano: 29 listopada 2018 Views: 300 Blog kolekcji

Jakub Bubas: „Księgi i spisy” Andrzeja Banachowicza

Gdy słyszymy nazwę gobelin, pierwsze skojarzenie, które przychodzi nam na myśl, przybiera postać starego, zakurzonego dywanu, wiszącego w zapomnianej sali jakiegoś muzeum. Najczęściej przedstawia żywoty świętych, rycerzy, batalistyczne sceny rodem ze średniowiecza. I nawet jeśli świadczy to o niebywałym kunszcie i warsztacie artysty rzemieślnika, który ów “zakurzony dywan” stworzył, w umysłach większości postronnych obserwatorów laików pozostanie to jedynie dywanem, bez żadnych wartości noszących znamiona sztuki. Gdy zobaczyłem dzieło Andrzeja Banachowicza, które jakby nie patrzeć, jest gobelinem, mój umysł wolny był od skojarzeń ze starymi muzeami. Dlaczego? Otóż praca ta w unikalny sposób łączy stare z nowym, sztukę tradycyjną, ze sztuką nowoczesną, w końcu bogate z założenia zdobienia formy z jej ascetycznym,
minimalistycznym, ubogim wręcz, wydźwiękiem.

Gobelin Księgi i spisy składa się z ośmiu elementów, sześciu mniejszych kwadratów w rozmiarze 30 x 30 cm oraz dwóch większych o wymiarach 80 x 80 cm. Taka forma dzieła, bez ścisłego narzucenia umiejscowienia poszczególnych części w przestrzeni, stanowi unikalną w zamyśle decyzję artysty, by dać odbiorcom niczym nieskrępowaną dowolność w odbiorze pracy. Sposób, w jaki została ona przedstawiona w Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu w Toruniu absolutnie do mnie przemawia. Dzieło samo w sobie stanowi niewyczerpaną skarbnicę interpretacji i przekonany jestem, że ilu znajdzie się odbiorców, tyle też będzie dróg rozumienia, dociekań oraz teorii. We mnie pojawiła się szczególna myśl, zaraz po zobaczeniu gobelinu, która kiełkowała we mnie i wzrastała z intensywnością wprost proporcjonalną do poświęconego tym przemyśleniom czasu.

Wśród sześciu małych elementów jeden ustawiony jest w sposób całkowicie odmienny – taki, który kompletnie zaburza harmonię dzieła i zmusza szare komórki do myślenia. Pośród wszystkich poziomych kresek, jedna tylko jest pionowa. Dopatruję się tutaj aluzji do roli jednostki artystycznej w społeczeństwie. Skromnego artysty, małego człowieka, od którego wszystko się zaczyna. Pojawia się tutaj jego indywidualizm, niedopasowanie do konwenansów i wymagań, jakie są mu stawiane przez szarą masę populacji. Właśnie od takiego jednego, wyjątkowego człowieka, wszystko bierze swój początek. Niszczy on tę nudną harmonię, w której tak bardzo rozkochało się społeczeństwo. I choć niepozorny, niepretensjonalny, zwraca dużo większą uwagę od tego, co duże, ale zwyczajne. Bo gdyby ten jeden kwadracik – jak wszystkie pozostałe – posiadał poziomą linię, stanowiłby jedynie jeden z wielu kwadrat, jeden z sześciu identycznych kwadratów. Ten zaburzony porządek w niesamowicie intensywny sposób przykuwa spojrzenie odbiorcy, który nie jest już w stanie skupić się na całości gobelinu. Jeden kwadrat i ta jedna pionowa linia powodują, iż wzrok kierowany jest właśnie w to miejsce.

Na podobnej zasadzie powstają reakcje danej społeczności, gdy w sali, czy na ulicy pojawia się ktoś ubrany w sposób specyficzny, ekstrawagancki, gdy wśród masy nudnych przemówień przebije się jeden głos, którego poglądy są tak odmienne od pozostałych, gdy ktoś mówi o ideach i potrzebach zmian. Właśnie w takich sytuacjach społeczeństwo zwraca swoją uwagę na ten jeden punkt, który mały, pokorny i cichy, nie pozostawia obojętnym i niewzruszonym, przełamując dotychczasowy ład. Jest on niejako świecąca gwiazda, która rozświetla mroki nocy, która jasno błyszczy na czarnym aksamicie nocnego nieba, która urzeka swym pięknem i daje nadzieję kolejnego dnia.

Andrzej Banachowicz, Księgi i spisy, 2014

Jak zatem połączyć tę ścieżkę interpretacyjną z tytułem pracy, który nadał Andrzej Banachowicz? Księga, czyli taka poważniejsza książka, kojarzy się z opasłym tomem, zawierającym w sobie mnóstwo tekstu i ważnych informacji. Jest ona ciężka, pisana często niezrozumiałym językiem i ma za zadanie uczyć. Nie inaczej jest ze spisami. Suche fakty, bezpośrednio przekazywane informacje, głównie w postaci liczb i odpowiednich komentarzy. A to wszystko na starych zwojach papirusu, równie zakurzonych jak te księgi, stojące na półkach od wielu wieków. Jasno rysuje się nam tutaj nić powiązania między tytułem, a formą dzieła, a raczej między pierwszymi skojarzeniami, które im towarzyszą. Ta wiedza, którą czerpać można z ów manuskryptów jest w pewien sposób prostoliniowa, może trochę sztampowa, nie pozostawia miejsca na dyskusję. A to już pięknie łączy się z poziomymi kreskami, które stanowią jeden z elementów składowych pracy Banachowicza. Pionowa linia, ten bunt wobec tego co oczywiste i niepodważalne jest rysą na idealnie gładkiej tafli zwyczajności społeczeństwa, która swój początek odnalazła w tej wiedzy pradawnej, ale przeciętnej. Na jej podwalinach powstał głos indywidualności, który jasno sprzeciwia się utartym , jasno sprecyzowanym i powszechnie funkcjonującym regułom.

Zakurzony gobelin i tajemna wiedza pradawnych ksiąg stały się punktem wyjścia do stworzenia dzieła, które ze stereotypami walczy, które sprzeciwia się skojarzeniom oraz schematom. Mamy do czynienia tutaj ze sztuką współczesną, która ocierając się o klasyczne formy wchodzi w dialog z odbiorcą, pobudza jego kreatywność i chociaż nie formułuje żadnego pytania wprost, wybrzmiewa ono jednak gdzieś między uszami bardzo głośno i bardzo wyraźnie. Dlaczego ta linia jest pionowa? Odpowiedź na to pytanie pozostaje w sferze pięknego niedopowiedzenia, gdzie ścierają się wszelkie poglądy oraz liczne drogi interpretacji, a Andrzej Banachowicz jasno daje do zrozumienia, iż żadna z nich nie jest gorsza od pozostałych.

Tags: ,

Instytucja finansowana ze środków Miasta Toruń