MENU

DOFINANSOWANO ZE ŚRODKÓW

Koncert „Syriusz” Rafała Gorzyckiego

Ewa Hoffmann – Toni Erdmann [recenzja]

Opublikowano: 1 lutego 2017 Views: 1047 Blog CSF, Kino Centrum, Recenzje

Michał Degórski – Moonlight [recenzja]

Początek sezonu Oscarowego to zawsze – przynajmniej dla wszystkich wierzących w to, że kino jest refleksem rzeczywistości, a sztuka może mieć uzdrawiający charakter – próba odpowiedzi na te same pytania co roku. Jaka jest kondycja ludzkości? Jak zmienia się świat, a także nasze marzenia i koszmary, lęki, obawy i nadzieje? Nagrodzony Złotym Globem, niezależny Moonlight, w tym kontekście przywraca wiarę w ludzi, z niesłychaną empatią pochylając się nad samotnością jednostki tak wielką, że odbiera dech, zatyka płuca, rozstrzaskuje na milion małych kawałków. Nie było w ubiegłym roku w USA (do nas produkcja trafia z oczywistym poślizgiem, związanym z komercyjną decyzją dystrybutora) filmu równie mocno humanistycznego, jak ten.

Reżyser Barry Jenkins rozkładając swój film na trzy akty – chłopięcość, okres dojrzewania i dorosłość, opowiada w nim niezwykłą historię Chirona. Czarnoskóry chłopak mieszka na przedmieściach Miami z uzależnioną od cracku matką, jego środowisko jest oparte na samczej dominacji ściśle zintegrowanej z nieustającą przemocą, na dodatek odkrywa on stopniowo swoją orientację seksualną. Wrażliwy, zabłąkany i wyalienowany błąka się bez celu po dzielnicy, padając ofiarą ataków ze strony równieśników. Nie chcąc, lub też nie potrafiąc być produktem swojego otoczenia, zaczyna długą drogę do odnalezienia własnej tożsamości w nieprzyjaznym świecie.

Sytuacja dla kilkuletniego Chirona odmienia się, kiedy poznaje Juana, lokalnego dilera narkotykowego, który zaopatruje jego popadającą w coraz silniejsze uzależnienie matkę. Mężczyzna pod ciosanym wizerunkiem silnego człowieka, skrywa w sobie spore pokłady wrażliwości, opiekując się wraz ze swoją żoną chłopakiem. Staje się dla niego kimś na wzór zastępczego ojcem, którego nigdy nie było. Razem starają się stoczyć trudną walkę o duszę chłopaka, nie zatracenie jego własnego „ja” i wydobycie niezależności w byciu sobą, nawet jeśli nikt mu na to nie pozwala. O autonomię duchową oraz emocjonalną w zmaskulinizowanym środowisku, opartym na regułach rodem z królestwa zwierząt. Kładzie się to cieniem na dalszym życiu chłopca ukazanym w środkowej części filmu, która w mojej ocenie należy do najlepszej.

Nastoletni Chiron to wciąż ten sam chłopak o spojrzeniu ofiary i ruchach katowanego ucznia. Udaje mu się przeżyć swoją pierwszą inicjację seksualną ze szkolnym kolegą, w tytułowym świetle księżyca: to w jego odbiciu może być sobą. Zbliżenie rzutuje na jego dalsze życie, a trajektoria losów bohatera filmu zostaje gwałtownie przerwana przez emocjonalną scenę przemocy z udziałem Chirona. Odgrywający nastoletniego chłopaka wyśmienity Aschton Sanders odegrał w swoich scenach całą gamę uczuć bohatera: zaszczucie, pierwsze uniesienie i chwilowe spełnienie, po wybuch złości i odkrycie w sobie czegoś nowego. Drugi akt kipi od emocji, tych widocznych, ale też tych tłumionych lub głęboko skrywanych.

Trzeci akt to – przynajmniej na pierwszy rzut oka – całkowita wolta w historii. Recenzenci swobodnie opisują, jak wygląda dorosłe życie Chirona, ja pozostawię to w sferze domysłów. Szczególnie, że pojawia się tu największy problem jaki mam z Moonlight: ostatni akt jest najbardziej przeciągnięty i brakuje mu rozwinięcia pomysłu, jaki mieli na dorosłego mężycznę scenarzyści. Sam pomysł na człowieka, jakim stał się główny bohater w trzecim akcie, jest błyskotliwy, jednak najgorzej rozpisany na przestrzeni całego rozdziału. Im bliżej końca tym coraz badziej nużący i banalny stawał się film Jenkinsa. To trochę tak jakby historia z Moonlight była za długa na pełnometrażowy, 2-godzinny film kinowy, ale za wiele było do opowiedzenia, by dokonać tego w krótkim metrażu.

Każdy etap opowieści odegrał inny aktor, a przeskoki czasowe są dość spore, budują one poniekąd uniwersalną opowieść o samotności, zagubieniu i izolacji. To nie Boyhood, regularnie i sennie snujący swą oczywistą historię. Ten formalny zabieg w Moonlight okazuje się strzałem w dziesiątkę, gdyż pozostawia szersze pole do niedopowiedzeń, interpretacji dla widza. Obok naprawdę przepięknych zdjęć i przemyślanego montażu to najmocniejsze aspekty Moonlight.

Na papierze Moonlight wygląda jakby był skrojony wprost pod Oscary. Tematy takie jak: przemoc, narkotyki, homoseksualizm, getta pełne przemocy wobec czarnoskórych, to wabik na otrzymanie nagrody Akademii, której z roku na rok zarzuca się wtórność i przewidywalność jeśli chodzi o przyznawanie statuetek. W tym wypadku te zarzuty są przestrzelone: Moonlight to wyjątkowa i dość uniwersalna opowieść o samotności człowieka w obcym świecie, wychodząca poza kontekst samej orientacji i konkretnego środowiska. Stanowi lekcję pokory, wrażliwości i empatii, mimo kilku wad realizacyjnych – momentami zbytniego rozkochania w kadrach, barwie i przestrzeni, a mniejszego w samej historii chwilami popadającej w zbytni banał, całkowicie tracąc impet w trzecim akcie.

Michał Degórski – Samotność w krainie przemocy – recenzja Moonlight

Ocena: 7/10

***

Michał Degórski – rocznik ’92, absolwent stosunków międzynarodowych oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej na UMK, od 2008 roku związany z portalami o charakterze kulturalnym – pisał już m.in. do takich serwisów jak PC Centre, Cowtoruniu oraz film.org.pl.

 

Tags: , , ,

Instytucja finansowana ze środków Miasta Toruń