MENU

DOFINANSOWANO ZE ŚRODKÓW

Sny wędrownych ptaków, reż. Ciro Guerra, Cristina Gallego, Dania...

DZIEŃ Z KULTURĄ CHIN – pokazy filmowe i degustacja!

Opublikowano: 23 stycznia 2019 Views: 584 Blog CSF, Kino Centrum, Recenzje

Michał Degórski – Dom, który budował Lars [recenzja]

W nowym filmie najbezczelniejszego z żyjących, duńskich filmowców znajdziemy wszystko to, czego można było się spodziewać po utalentowanym prowokatorze, jakim niewątpliwie jest Lars von Trier: zabawę formą, pełną intelektualnych odniesień i intertekstualnych kontekstów fabułę (czego tu nie ma: poezja, muzyka klasyczna, literatura, politologia, anatomia, filozofia, architektura) oraz dużą dozę czarnego humoru. Reżyser rozlicza się również ze swoich słów w Cannes sprzed paru lat, kiedy to powiedział m.in. że „rozumie Hitlera”, oczywiście czyniąc to na swój łobuzerski i dla niektórych wulgarny, a nawet ohydny sposób. Już nie persona non grata, ale von Trier, wracając z nowym filmem Dom, który zbudował Jack, ponownie nie bierze jeńców.
 
Film opowiada historię Jacka, seryjnego mordercy, wspominającego pięć swoich najważniejszych zbrodni i próbującego stworzyć dom idealny, przez co strukturalnie Dom… najbardziej przypomina I część Nimfomanki, również podzielonej na rozdziały. Tylko tak jak rewelacyjna produkcja z 2011 roku o uzależnionej od seksu Joe mówiła o sile i władzy, jaką kobiety mają lub też mogą mieć nad mężczyznami, tak tutaj mamy niezrównoważonego psychicznie faceta, powracającego do swoich brutalnych morderstw nad głupimi, irytującymi lub bezsprzecznie proszącymi się o śmierć przedstawicielkami płci pięknej. A co bardzo istotne, Jack zabija ponad 60 osób, w tym wielu mężczyzn, pytanie więc skąd ta wybiórczość wspomnień – mizoginia, pusta prowokacja czy ukazanie, jak to kobiety kochają złoczyńców? Odpowiedź zależy od odbiorcy – w końcu największa siła filmów von Triera od zawsze wynikała z faktu, że każdy wychodził z seansu (często w trakcie seansu, co jak czytamy w wywiadzie reżyserowi „przywraca wiarę w ludzkość”) z kompletnie różnymi spostrzeżeniami.
 


 
Niektórzy mogą w tym filmie dostrzec jeszcze wiele elementów, mogących ich rozsierdzić lub też zbulwersować, co zresztą widoczne było podczas dyskusji, która odbyła się po projekcji filmu w CSW. Pierwsza sprawa dotyczy tego, czy Duńczyk w swoim filmie nie rozkochał się przesadnie nad przemocą, przez co zainfekuje nią umysły ludzi. Sceny w filmie naprawdę mogą wykończyć wrażliwego widza, oglądającego świetnie nakręcone, z widocznym żarem czy wręcz pasją, sceny okaleczeń, morderstw czy przeróżnych zabaw z trupami. Jednak Dom… to żaden pomnik ku przemocy, ale też nie żaden moralitet, to film o naturze dobra i zła, o tym że oba pierwiastki mogą się w nas obudzić pod wpływem różnych wydarzeń. Chociaż Jack od dziecka był sadystą, to okoliczności jakich doświadczył ponownie obudziły w nim niewyobrażalną agresję, doprowadzającą go do popełnienia drastycznych czynów. Czy taki potencjał do generowania zła jest w nas wszystkich, czy Jack to tylko figura sztucznie wykreowana na potrzeby filmu? Na to pytanie odpowiedzmy sobie sami, zgodnie z kluczem interpretacyjnym lub własnymi poglądami na moralność lub filozofię.
 
Obraz, jakby nie patrzeć trochę popkulturowy, fikcyjna historia bawiąca swoim czarnym humorem, z wciągającą akcją rodem z najlepszych thrillerów zaczyna nagle nawiązywać do Auschwitz, hitleryzmu oraz stalinizmu, gdzie – jak wiadomo – dokonały się realne zbrodnie, a nie ekranowe, zmyślone. Nie chcę zdradzać tu za wiele, natomiast widoczne są w tym obrazie porównania największych zbrodniarzy do wybitnych architektów rzeczywistości, samo zderzenie fikcji z prawdą historyczną (szczególnie w kontekście słów von Triera), może budzić niesmak. Ale właśnie o tym chce powiedzieć von Trier – czasami wystarczy pretekst do uruchomienia w nas niewyobrażalnego zła, o czym najlepiej świadczą wydarzenia historyczne XX wieku. Rodzimy się ze złem i dobrem w nas samych, świat to mroczne i paskudne miejsce, dużo w tym filmie relatywizmu moralnego i głębokiej zadumy nad kondycją ludzkości i tym jacy się rodzimy w ogóle (stąd nawiązania do chociażby Zbrodni i kary lub do koncepcji nietzscheańskiej).
 
Skoro już wymieniłem Dostojewskiego i Nietschego, łatwo Domowi…, jak i wielu filmom Duńczyka zarzucić przeintelektualizowanie, bo pojawia się też poezja Blake’a, wizje Hieronima Bosha, Boska komedia Dantego (główny bohater prowadzi z offu rozmowę z tajemniczym Vergiem, łatwo zrozumieć, że chodzi o Wergiliusza, nie trzeba czekać na finał filmu), badacze anatomii i wielcy architekci (m.in. Albert Speer: budowniczy w III Rzeszy). Lars von Trier chyba trochę chce być mądrzejszy od samego filmu, powinien zostawić więcej przestrzeni na samodzielną interpretację niż narzucać ją widzowi. Im dalej w las, tym więcej też tu autobiografii samego von Triera (co ciekawe jego mama była zakochana w architekcie, a w jego domu mieszka sam Lars von Trier), dalej zaczyna się autocytowanie, powracanie do poprzednich filmów i narcyzm Duńczyka.
Finalnie, jak większość filmów von Triera i kontrowersyjnej sztuki, trudno jednoznacznie ocenić czy Dom, który zbudował Jack jest dziełem wybitnym, czy nie. Na pewno wartym obejrzenia i refleksji nad nim, z pewnością też nie pozostawia nikogo obojętnym. Celowo, ze względu na ciężar tematyczny, odbiegłem od oceniania strony realizacyjnej, a trzeba przyznać, że jest ona bezbłędna. Wybitne zdjęcia oraz montaż, jedna z najlepszych ról Matta Dillona od lat, ciekawe też kto z oglądających rozpozna genialną Umę Thruman w epizodycznej roli. Do tego jak zawsze znakomita muzyka, burzenie czwartej ściany, formalna ucieczka absolutnie od postulatów Dogmy; obraz rewelacyjny technicznie, tematycznie trudny i wybijający odbiorcę ze sfery komfortu na tyle silnie, że trudno o nim zapomnieć. Warto poddać się próbie, na jaką wystawia nas po raz kolejny von Trier i metaforyzując – zbudować swój własny mentalny dom pełen refleksji nad ludzkością.
 

 

Michał Degórski – Dom, który budował Lars – recenzja filmu Dom, który zbudował Jack
Ocena: 8/10

 

***
Michał Degórski – rocznik ’92, absolwent stosunków międzynarodowych oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej na UMK, od 2008 roku związany z portalami o charakterze kulturalnym – pisał już m.in. do takich serwisów jak PC Centre, Cowtoruniu oraz film.org.pl.

Tags: , , ,

Instytucja finansowana ze środków Miasta Toruń