MENU

DOFINANSOWANO ZE ŚRODKÓW

Dzień Wolnej Sztuki

Wyprawa w głąb sztuki – warsztaty rodzinne towarzyszące wystawie...

Opublikowano: 25 kwietnia 2017 Views: 332 Książki, Strona główna

Publikacja / Artur Krajewski – Artysta czy poppacykarz!?

Już od 5 maja w Księgarni Sztuki będzie można kupić publikację Artysta czy poppacykarz!? wydaną przez Fundację Kultury i Sztuki artHolding. Książka prof. Artura Krajewskiego jest zbiorem filozoficznych przemyśleń artysty na temat świata, sztuki i kultury.

Polecamy i zapraszamy na wystawę Artura Krajewskiego!

Któż z nas, zwykłych zjadaczy chleba, nie marzył, żeby chociaż na jeden dzień znaleźć się w… głowie artysty. Jest doskonały film Być jak John Malkovich, w którym widzowie mogą przeniknąć do świadomości genialnego aktora. W filmie tytułowego bohatera gra sam John Malkovich. W człowieku w naturalny sposób jest chęć, potrzeba stania się kimś innym, odczucia na własnej skórze, jak to jest być genialnym, ponadprzeciętnie kreatywnym i twórczym.

Byt określa świadomość – tak pisał guru komunizmu Karol Marks. Jest w tym głęboka psychologiczna prawda, że byt, nie tylko socjalny, społeczny określa nasz sposób myślenia, ale byt mentalny filtruje widzianą rzeczywistość. Obiegowa opinia głosi, że artysta czuje i widzi więcej. Osho powiedział kiedyś, że poetą nie jest ten, który pisze piękne wiersze, ale ten, który sam w sobie jest poezją. Czystą poezją życia? Pracy twórczej? Aktu tworzenia? Parafrazując Osho – malarzem jest ten, który sam jest obrazem/dziełem sztuki.

Książka profesora Artura Krajewskiego wprowadza nas w obszar procesu twórczego, który dzieje się w umyśle twórcy. Nie najważniejszy jest tutaj efekt końcowy, dzieło w sensie komplementarnym i skończonym. Ważne jest to, co dzieje się „pomiędzy”. Ta graficznie ciekawie wydana książka jest filozoficzną opowieścią o „artyście w procesie”. „Zapaliłem światło wchodząc do pustej pracowni, w której na pewno „coś” na mnie czekało. Nie odczułem tego przed wejściem, gdyż czerń mocno dominowała nad stanem mojego umysłu”. Tak zaczyna się ten esej filozoficzno-artystyczny. W swojej twórczości malarskiej Krajewski jest kolorystą, w tej książce widać jasno umysł malarza, detalisty, sensualisty, akademika. Czytelnik znajdzie tu intymny portret artysty plastyka, rozgoszczonego w swoim królestwie, czyli pracowni malarskiej, przepełnionego wiedzą o warsztacie, technice tworzenia, usytuowanych na kanwie intuicji, tchnienia weny i przeczucia. Tak tworzy się… dzieło. Mamy okazję tego dotknąć i posmakować. Potrzebujemy czasu, żeby zrozumieć, ciszy, żeby usłyszeć. Krajewski uchyla drzwi i zaprasza nas do swojego świata. Nie jest to świat prosty, gładki i przyjemny. Wyczuwa się w nim napięcie, niewiadomą, pewność-niepewność twórcy zawieszonego pomiędzy myślą i… ręką. Już w samym tytule zawarta jest ciekawa przewrotność – czy autor jest artystą przez duże A, czy poppacykarzem, czyli kiepskim malarzem, zanurzonym w odmętach popkultury.

Autor nie daje nam klarownych odpowiedzi, bo nie na tym polega jego rola. Chce nas nagiąć do myślenia, pokazać… – tak właśnie się czuję, tak myślę, tak się zachowuję, kiedy tworzę, a tak kiedy jestem bierny, osiadły w twórczym „uśpieniu”. Głowa artysty pracuje non stop. Jeśli my – zwykli zjadacze chleba – widzimy krzesło, to właśnie to krzesło dla artysty urasta do rangi sztuki widzianej na 144 sposoby. To zwykłe krzesło może być wszystkim – bohaterem happeningu, osią obrazu malarskiego, ożywioną animacją, punktem graficznego odniesienia etc. Wszystkim. Krajewski wraca do źródeł, rozmawia ze swoimi Mistrzami, przywołuje ich duchy – spotykamy na tej drodze m.in.: Caravaggia, Rembrandta, Whistlera, Halsa, Friedricha, Turnera, Delacroix, Degasa, Renoira, Picassa, Cezanne’a, Matisse’a. Nie tylko obco brzmiące nazwiska pojawiają się w tym panteonie. Nie mogło zabraknąć Mistrzów, takich jak: Matejko czy Malczewski. Krajewski ujawnia jeden wiodący artystyczny drogowskaz – to WASSILIJ KANDYNSKI, z którym autor prowadzi wciągającą rozmowę. Mieszają się wpływy, znaczenia, drogi twórcze, wizje artystyczne – to one „lepią” współczesnego artystę. Praprzodkowie zagnieżdżają się w pracowniach, podglądają zza sztalugi, ukrywają się w fakturze obrazu, wchodzą w myśl i ciało; tworzą artystę, który pozostaje autonomiczny, a przynajmniej powinien. To pewna dojrzałość artystyczna, nie wszystkim dana. Artysta w całej swojej odrębności nie egzystuje jednak w pustce. Sztuka nie znosi próżni, dlatego ciągle napotykamy na coś nowego! Krajewski wyznaje – „Biada artystom, na których nikt nie pluje”. Dobrego artystę kocha się albo nienawidzi. Nie jest letni. Nie jest mdły. Nie boi się tego, co się z niego „ulewa”. Autor pisze – możliwe jest, że wszystko już było. To intrygująca teza, w gruncie rzeczy głęboko pesymistyczna, bo pojawia się pytanie – cóż jeszcze można wymyślić? Autor nie do końca się z nią zgadza, bo „orbita współczesnego indywidualisty pozostaje nieograniczona”. W tych słowach tkwi siła talentu i wyobraźni. Krajewski pisze: Najważniejszą wartością jest „dobro” dzieła i zawarta w nim „miłość”. Artysta ma być osadzony w wartościach, zanurzony w emocjach. SZTUKA TO CZUCIE, wyrażone TALENTEM, poprzez CIAŁO. W epilogu przeczytamy o tym jak „Bóg rozdaje talenty?”. Kto pamięta przypowieść z Biblii o talentach, wie w czym rzecz. Esej autora to swoistego rodzaju spowiedź, bardzo intymna, kameralna, to podróż z historią sztuki w tle, zawieszona pomiędzy Absolutem a oknem pracowni Twórcy.

Podróż, która nie ma jeszcze zakończenia…

Tags: ,

/ Wydrukuj ten artykuł

Instytucja finansowana ze środków Miasta Toruń