MENU

DOFINANSOWANO ZE ŚRODKÓW

Anna N. Kmieć – Manchester by the Sea [recenzja]

Cronenberg Replay – przegląd filmów Davida Cronenberga

Opublikowano: 24 lutego 2017 Views: 577 Blog CSF, Kino Centrum, Recenzje

Michał Degórski – Manchester by the Sea [recenzja]

Wolny od zbędnego moralizatorstwa czy dydaktyzmu Manchester by the Sea to prawdopodobnie jedna z najistotniejszych premier tego roku. Szczędząc patosu oraz omijając zgrabnie meandry gatunkowego melodramatu, kameralna produkcja Kennetha Lonergana w bardzo subtelny sposób opowiada o rzeczach głośnych, ważnych i przejmujących. Pozostając psychologicznie wiarygodnym, trzeci film 53-letniego Amerykanina pokazuje, że nie wszyscy potrafią poradzić sobie z potworną tragedią. Ale jednocześnie tak samo zasługują na to, by stać się głównym bohaterem historii, która posiada niesamowity emocjonalny ładunek i znaczącą wartość. Od czasu American Beauty kino amerykańskie nie zdołało tak przystępnie – z wyjątkową empatią, swadą i wewnętrznym ciepłem – opowiadać o rzeczach tak trudnych.

Lee Chandler (Casey Affleck), dozorca i złota rączka przebywający na mentalnej emigracji w Bostonie, na wieść o umierającym w szpitalu bracie Joe (Kyle Chandler), powraca do rodzinnego Manchesteru. Na miejscu okazuje się, że jest już za późno, aby ujrzeć  krewnego za życia – chociaż Lee przyjmuje to ze stoickim spokojem. Od samego początku zresztą sprawia wrażenie aroganta i zdystansowanego od wszystkiego i wszystkich faceta, nieufnego i zamkniętego w szczelnej skorupie. Chętniej da obcemu w twarz w pubie za kilka niewygodnych mu spojrzeń, niż porozmawia z zainteresowaną nim dziewczyną. Sytuacja być może zmusi go do rewizji swojego zachowania, gdyż załatwiając sprawy formalne związane z pogrzebem, dowie się z testamentu o ostatniej woli zmarłego. A jest nim pragnienie, by to właśnie Lee – pod nieobecność matki alkoholiczki – zaopiekował się nastoletnim synem nieżywego brata.

Od tej pory retrospekcje zaczynają przeplatać się z wydarzeniami związanymi z relacją między niebywale zagubionym wujkiem a niesfornym, mocno przeżywającym żałobę bratankiem Patrickiem (Lucas Hedges). Dynamika ich kontaktu stanowi fundament dalszej fabuły. Powrót do rodzinnego miasta wyzwala w Lee lawinę wspomnień, związanych z potworną tragedią, jaka wydarzyła się ze względu na jego koszmarny błąd popełniony lata temu. Postać Patricka z kolei, zmagającego się z typowymi problemami okresu dojrzewania (głównie związanymi z dziewczynami i wzmożoną seksualnością), wprowadza dla kontrapunktu fatalizmu opowieści o Lee, element komediowy, niesamowicie sprawnie wpleciony i wydający się wręcz na miejscu. Rzadko kiedy można odczuć w kinie taki rodzaj napięcia, wywoływanego depresyjną historią, które w odpowiednim momencie rozładowywane jest celnym, i co ważniejsze, błyskotliwym żartem. To także zasługa znakomicie przemyślanych dialogów, nadających każdej scenie odpowiedni ton, zamierzony przez twórców. Manchester by the Sea w tym aspekcie jest jak ponad dwugodzinna pieśń, płynnie grana na odpowiednich nutach przez nieomylnego pianistę.

Nie byłoby tego filmu gdyby nie aktorstwo Casey’a Afflecka – do tej pory dość niedocenianego, stojącego w cieniu popularniejszego brata. Gra on tu życiową rolę bez tanich chwytów – kumuluje całe cierpienie w sobie, kreując wizerunek człowieka rezygnującego z życia, czującego wewnętrzną pustkę i rozpacz. Od wielu lat nie było roli nominowanej do Oscara (oby – zasłużenie nagrodzonej), która byłaby tak mało gwałtowna, nie przeszarżowana i sugestywna. Przy tym wielce naturalna i autentyczna. W scenie z byłą żoną Randi (świetnie mu partnerująca Michelle Williams), w której oddany został pewien klincz werbalny, niemożność przekazania innej osobie swoich myśli i trudnych uczuć, Affleck wznosi się na wyżyny aktorskie. Jego niezwykła kreacja stanowi największą siłę Manchester by the Sea, chociaż film ten to nie tylko dramat jednostki (tak wielki, że nie można go przezwyciężyć nawet z pomocą bliskich), ale również opowieść o miejscu ściśle zespolonym z ludzką pamięcią, wyzwalaczu uczuć, jakim jest rodzinne miasto, przypominające o obezwładniającym poczuciu winy.

Tytułowy Manchester by the Sea przypomina standardowe amerykańskie małe miasteczko rodem z nagrodzonej Pulitzerem powieści Elizabeth Strout Olive Kitteridge (przekutej notabene w znakomity mini-serial HBO): rytm życia wyznaczają praca i obowiązki, egzystencja zaklęta jest w określonej przestrzeni, a utrata bliskich to praktycznie jedyna oznaka postępującego czasu. Wszyscy o sobie wszystko wiedzą – a właściwie tylko im się wydaje, że wiedzą; znudzona społeczność z podnieceniem reaguje na każde co ciekawsze wydarzenie. Jednocześnie ten senny, leniwy klimat ma w sobie wiele uroku, niewysłowionej magii, przesyconej skrywanymi głęboko dyskretnymi emocjami, czekającymi na uwolnienie. Znakomicie nastrój ten oddają zdjęcia Jody Lee Lips, niezwykle sugestywne, ostre oraz klarowne. Bez nich, a także genialnej gry aktorskiej, Manchester by the Sea nie miałby takiej siły rażenia. Wizja potwornie smutnej rzeczywistości – kiedy czasu nie da się cofnąć, podczas gdy świat i ludzie niewzruszenie idą naprzód – wrzyna się w umysł i serce, głęboko zakorzenia i szybko nie opuszcza.

Zapewniam, że jeśli ktokolwiek będzie wspominać w niedalekiej przyszłości po seansie filmu swoje własne błędy, których w żaden sposób nie da się już naprawić, oczyma wyobraźni ujrzy udręczoną twarz Caseya Afflecka. Poczuje się dokładnie tak jak on – bezradny, potłuczony bez możliwości sklejenia, wydrążony w środku oraz pozostawiony z dziwnym wrażeniem jakby ktoś pozbawił go wolnej woli. Wrażenia te udowadniają, jak dojrzałym, psychologicznie realistycznym oraz artystycznie spełnionym filmem jest Manchester by the Sea.

Michał Degórski – Stąd do wieczności – recenzja Manchester by the Sea

Ocena: 9+/10

***

Michał Degórski – rocznik ’92, absolwent stosunków międzynarodowych oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej na UMK, od 2008 roku związany z portalami o charakterze kulturalnym – pisał już m.in. do takich serwisów jak PC Centre, Cowtoruniu oraz film.org.pl.

 

Tags: , , ,

/ Wydrukuj ten artykuł

Instytucja finansowana ze środków Miasta Toruń