MENU

DOFINANSOWANO ZE ŚRODKÓW

Bracia Lumière, reż. Thierry Frémaux, Francja 2016, 90′

Habit i zbroja, reż. Paweł Pitera, Niemcy / Polska...

Opublikowano: 29 sierpnia 2017 Views: 402 Blog CSF, Kino Centrum, Recenzje

Agnieszka Ślagowska – Podwójny kochanek [recenzja]

Zaledwie w polskich kinach zagościł Frantz Françoisa Ozona, a już na wielkim ekranie oglądać można kolejne dzieło francuskiego reżysera, oferujące zgoła inny typ doświadczeń. Podwójny kochanek światową premierę miał na festiwalu w Cannes; tam zyskał sobie miano obrazu prowokacyjnego. Ową łatkę przypięto mu nie bez powodu — oparty na powieści Joyce Carol Oates Lives of the Twins thriller erotyczny to w istocie film drapieżny. Ozon bawi się w najlepsze, łącząc elementy pochodzące z różnych porządków. Czy równie dobrze jak reżyser bawi się jednak widz?

Główna bohaterka filmu, Chloe, cierpi na bóle brzucha. Kiedy jeden z lekarzy sugeruje, że przyczyna dolegliwości może być natury psychologicznej, kobieta decyduje się na wizytę u terapeuty. Sesje z Paulem – lekarzem, na którego padł wybór – owocują nie tylko polepszeniem jej samopoczucia, ale i romansem między terapeutą a pacjentką. Miłość kwitnie, lecz gdy Chloe wprowadza się do mieszkania Paula, powoli zaczyna uświadamiać sobie, że w gruncie rzeczy niewiele wie o ukochanym. Kiedy przypadkowo poznaje brata Paula, o którego istnieniu nie miała pojęcia, postanawia na własną rękę odkryć tajemnice przeszłości partnera.

Pierwsze minuty filmu usypiają czujność widza swoją łagodnością – w intymnych zbliżeniach widzimy opowiadającą o swoich problemach Chloe i słuchającego z uwagą Paula, obserwujemy rodzącą się między nimi relację. Ta sama formuła wyciszonego dramatu powraca w zakończeniu filmu — kamera jest skupiona na pełnych emocji twarzach postaci, ich przeżycia liczą się bardziej niż wizualne fajerwerki. Wszystko, co znajduje się w fabularnym „pomiędzy”, jest już jednak szaloną jazdą bez trzymanki. Mamy tutaj demonicznego brata bliźniaka, wypchane koty i erotyczne gadżety, a melodramatyczne wstawki i śmiałe sceny łóżkowe przeplatane są ujęciami przywodzącymi na myśl Dziecko Rosemary. To, co w rękach innego reżysera mogłoby skończyć jako podrzędny thriller erotyczny emitowany w porze, kiedy większość widzów smacznie śpi, u Ozona okazuje się dziełem niepozbawionym artystycznej wartości. Reżyser udowadniał już wielokrotnie, że wie, jak bawić się gatunkiem. Tym razem także mu się udaje – thrillerową formułę urozmaica dramatem psychologicznym i horrorem, a całość wieńczy dawką świadomego kiczu. Efekt jest zaskakująco dobry.

Największym sukcesem Ozona jest jednak coś innego. Mimo wykorzystywania ogranych przez kino motywów bliźniąt, luster i podwójnej tożsamości, reżyser bez trudu utrzymuje uwagę widza. Zadanie ma o tyle trudne, że oderwany od rzeczywistości główny wątek filmu stawia między postaciami a widzem emocjonalną ścianę. Kiedy fabuła zmierza w coraz dziwniejsze rejony, nietrudno byłoby stracić zainteresowanie – na szczęście Ozon dostarcza nam atrakcji także w warstwie formalnej. Nie bojąc się wyprowadzić widzów poza strefę komfortu, stosuje odważne rozwiązania montażowe i inscenizacyjne. Ich zapowiedź otrzymujemy na samym początku filmu. Mowa oczywiście o – już niemal słynnym – ujęciu kobiecych narządów rozrodczych, które przechodzi w zbliżenie oka bohaterki. Podobnie nieoczywistych zabiegów znajdzie się w filmie kilka. Reżyser chętnie stosuje kompozycje wieloplanowe z wykorzystaniem luster, a sceny dialogów ożywia, zestawiając w jednym ujęciu zbliżenia twarzy postaci.

Wszystkie te zalety opatrzyć należy jednym zastrzeżeniem: seans Podwójnego kochanka dostarcza najwięcej satysfakcji wtedy, kiedy filmu nie bierze się całkiem na serio. Dystans do przedstawionych na ekranie wydarzeń pozwala czerpać przyjemność z zabawy konwencją i mnogości odwołań – filmowych i pozafilmowych. Gdy tego dystansu zabraknie, może zacząć uwierać natarczywa symbolika i umowna psychologia postaci. Ostatecznie najnowszy obraz Ozona trudno nazwać dziełem stuprocentowo spełnionym. Czegokolwiek by mu jednak nie zarzucać, jedno jest pewne: „nuda” to nie określenie dla niego.

Agnieszka Ślagowska – Na kozetce – recenzja filmu Podwójny kochanek

Ocena: 6,5/10

***

Agnieszka Ślagowska – rocznik ’95, studentka lingwistyki praktycznej i copywritingu, która zacisze sali kinowej ceni sobie bardziej niż jakiekolwiek inne miejsce. Zakochana w kameralnych dramatach i filmach wykorzystujących animację poklatkową. Wciąż uczy się jak dostrzegać, a nie tylko oglądać.

Tags: , , ,

/ Wydrukuj ten artykuł

Instytucja finansowana ze środków Miasta Toruń